Targi włóczek i akcesoriów dziewiarskich

6 maja 2023, w centrum wystawienniczym AmberExpo, odbyła się pierwsza edycja trójmiejskich targów włóczek i akcesoriów dziewiarskich. Wybraliśmy się więc, by zobaczyć co takie targi mają do zaoferowania.

Już na wejściu, pierwsze zaskoczenie. Sala eventowa była pełna! Zarówno stoisk z włóczkami o przeróżnych barwach, teksturach i składach, ale też i ludzi. Okazało się, że miłośników rękodzieła jest wielu więcej, niż sobie wyobrażaliśmy.

Dyskomfort wynikający z bycia w tłumie szybko został zastąpiony ekscytacją. Lawirując między ludźmi migrowałam od stoiska do stoiska, na każdym znajdując więcej fantastycznych rzeczy, niż fizycznie mogłabym zabrać ze sobą. Musiałam męża odciągnąć od fotografii, by mi pomagał podejmować decyzje, które z włóczek są wizualnie najciekawsze. Zakupy były bardzo, nazwijmy to, owocne.

Zbliża się okres letni, zdecydowałam się więc przede wszystkim na kolorowe motki bawełnianej przędzy, z której powstaną ażurowe chusty, a może i nawet jakieś lekkie topy. W nowych zbiorach nie mogło też zabraknąć mięciutkiej wełny merino, z której zejdą z drutów kolejne czapy. Na koniec, na poczet przyszłych eksperymentów, zakupiłam trochę grubego, kolorowego sznurka, z którego być może powstanie coś na szydełku.

Rzeczy do zobaczenia było tak wiele, że musieliśmy zrobić jeszcze jedną rundę dookoła sali. Wystawców naliczyliśmy blisko dwa tuziny. Cieszy, że to lokalne, krajowe i często rodzinne firmy. Opuszczając centrum, na korytarzu naszą uwagę zwróciła grupka pań, które prowadząc konwersację jednocześnie dziergały w zawrotnym wręcz tempie. Jakże imponujący widok. Żeby z taką wprawą dziergać, i to bez patrzenia!

Zdecydowanie warto było się wybrać na targi. Było to inspirujące i energetyzujące doświadczenie. Skłoniło mnie ono też do refleksji nad wartością tego hobby i jego znaczenia w moim życiu.

Z jednej strony, tak po prostu, jest źródłem satysfakcji. Ukończenie wielogodzinnego projektu, czy opanowanie nowego, skomplikowanego wzoru jest wybitnie gratyfikujące, a uśmiech osoby, którą mogę obdarować zrobioną własnoręcznie rzeczą jest jeszcze lepszy.

Z drugiej strony, dzierganie jest dla mnie ćwiczeniem cierpliwości i pokory. Czasem coś nie wyjdzie, błędy są nieuniknione, wiadomo, ale konieczne potem prucie wielu rzędów można postrzegać dwojako. Jako krok w tył albo w przód. Pracując bez narzuconej sobie presji i bez pośpiechu, każdy krok staje się krokiem do celu. I to chyba jest największą wartością. Dzierganie pomaga mi zwolnić i oderwać się od zgiełku codzienności.

Ponoć następne targi planowane są na jesieni. Do tego czasu stoi przede mną kilka wyzwań, zarówno twórczych, jak i auto-poznawczych. Co to będzie? Nie wiadomo, ale już nie mogę się doczekać!

Ania

chevron_leftpowrót